Najważniejsza marka świata: Ty sam

Czy mam satysfakcję z tekstu, który napisałam, podpisanego nie moim nazwiskiem? Tak, bo jestem PR-owcem i sprzyjam mojemu szefowi. Tylko im dłużej to trwa, ekspertem w oczach innych staje się on, a nie ja. Kiedy szef zmieni pracę, nie tylko zostaję bez szefa, ale i bez dowodów na to, że umiem pisać. Bo przecież za teksty mi zapłacono. Podobnie jak za to, żeby nie mówić, że to ja je napisałam. Brzmi znajomo?

Praktycznie wszyscy PR-owcy, marketingowcy i specjaliści od contentu, których znam są ekspertami nawet w kilku dziedzinach na raz – jednak mało którzy funkcjonują w nich jako eksperci. Ludzie, którzy potrafią pisać, zbierać informacje, występować publicznie, z reguły nie mają pomysłu, czasu i ochoty na napisanie czegoś od siebie i na budowanie własnego, eksperckiego profilu.

Ci którzy, odważą się zrobić krok naprzód, szybko zauważają, że ich wartość rynkowa wzrasta, dostają propozycje pracy od klientów i możliwość pracy przy projektach, w których liczy się to, że potrafią powszechnie znane rzeczy powiedzieć w sposób prawdziwy, który trafi do odbiorców.

O tym, że obudziliśmy się z ręką w nocniku, najczęściej przekonujemy się przy zmianie pracy. Bo trzeba się nieźle nagimnastykować, żeby przekonać niedowiarka, że tekst podpisany innym imieniem i nazwiskiem napisaliśmy my.

Pracownik, który sam jest marką, potrzebuje mądrego szefa, który tę markę zrozumie i doceni. A w najlepszym przypadku będzie z niej korzystał dla podnoszenia eksperckości swojej firmy. Warto się pospieszyć, bo w tym roku statystyki działają jeszcze na naszą korzyść i zostanie ekspertem wyróżniającym się w mediach społecznościowych przy dobrych wiatrach i odrobinie talentu zajmie nam nie więcej 3 miesiące.

Jeśli weźmiemy pod uwagę, że tylko 1% osób obecnych na LinkedIn tworzy na nim swój kontent, 9% angażuje się w treści publikowane przez innych (poleca, komentuje, udostępnia), a 90% tylko ogląda – trudno o lepszą mobilizację, żeby zrobić coś na własny rachunek. Bo budowanie własnego wizerunku to w dzisiejszych czasach dla speców od wizerunku nie fanaberia i nie kanibalizm, ale po prostu konieczność.

Za każdym razem kiedy ekscytuję się lajkami na Facebooku mój mąż pyta się: „a co to są te lajki?”. Rzeczywiście, z tego, że nasi przyjaciele i znajomi dają nam „głaski” w kwestiach eksperckich niewiele dla nas wynika. Sytuacja zmienia się, kiedy podobnego posta wrzucamy na LinkedIn. Polecenia i komentarze to pierwszy sposób do budowania swojego autorytetu w dziedzinie, w której jesteśmy ekspertem, ale nikt oprócz nas o tym nie wie.

Zacznij od priorytetów

Kiedy na szkoleniach pytają się mnie od czego zacząć, zawsze mówię, że od określenia priorytetów – bo jeśli my sami nie będziemy wiedzieli, po co korzystamy z danych social mediów i co one nam dają w sferze zawodowej – prawdopodobnie zostaniemy tu, gdzie jesteśmy.

Wybierz właściwy moment

Po drugie wybranie właściwego momentu – stawanie się ekspertem to proces, który nie dzieje się z dnia na dzień (ale z miesiąca na miesiąc już tak). Warto to robić, kiedy jesteśmy w szczycie naszych zawodowych możliwości, a nie kiedy tracimy lub zmieniamy pracę. Wtedy powinniśmy od naszej eksperckości odcinać kupony.

Nie zapominaj o zapachu

Nie zapominajmy też o zapachu – bo każdy ekspert pachnie sobą. Inaczej jest kopią innego eksperta. Jak w każdym medium społecznościowym, tak i w życiu, ludzie kupują naszą autentyczność. Doświadczenie przekazane naszym językiem, perspektywa pokazana z naszego okna – są dla nich dużo ciekawsze niż czytanie ciągle o tych samych rzeczach, napisane w obły sposób, (który ćwiczymy, pracując dla klientów).

Dla ekspertów, którzy są już ekspertami, „wyjście z ciemności”, to z zegarkiem w ręku 25 minut dziennie. Bo posta można pisać w wannie, robiąc schabowego, nudząc się w korku czy marznąc na przystanku. Dzisiaj kiedy piszę ten tekst, między jednym szkoleniem z #KorpoGPS a drugim, marzy mi się, żeby jak najwięcej z Was wyszło z cienia. Bo jeśli sami nie pokażecie, jak potraficie błyszczeć publicznie w swoich dziedzinach, do końca życia będziecie pracowali jedynie na marki Waszych szefów, klientów i korporacji zaniedbując przy tym najważniejszą markę świata – Was samych.


Chcesz dostawać korpo porady od Magdy na swoją skrzynkę? Subskrybuj nas!