„Niewidzialni” – książka, którą przeczytasz tylko na mrozie [Case Study]

„S…….j żulu! Żulu? Nigdy tak o sobie nie myślałem” – napisał jeden z autorów „Niewidzialnych” – jedynej książki, którą można przeczytać tylko tam, gdzie powstała – pod gołym niebem i na mrozie.

Eksperyment

Zrobiono eksperyment. W zatłoczonym miejscu ruchliwego miasta ten sam człowiek dwukrotnie udawał zawał. Raz miał na sobie markowy garnitur. Drugi raz łachmany bezdomnego. Za pierwszym razem z pomocą przybiegli wszyscy przechodnie. Za drugim nie podszedł nikt. Gdyby nie był to eksperyment, pan w garniturze by przeżył, bezdomny niestety nie. Z jakiegoś powodu ubrania bezdomnego działają jak moro na poligonie. Niby w środku jest człowiek, ale w sumie to jakby go nie było. Wtapia się w tło. Znika. Staje się niewidzialny.

Czy to dzięki tej historii powstał pomysł na Niewidzialnych? Być może. A może podczas pracy nad jakimś briefem? W samochodzie w drodze do domu? Po spotkaniu bezdomnego? Być może. Prawdopodobnie. Z niektórymi pomysłami bywa tak, że rodzą się gdzieś, kiedyś i dojrzewają, aż w końcu są realizowane. Tak było w tym przypadku.

Wspólny mianownik

Życie potwierdziło eksperyment. Od listopada 2016 r. do stycznia 2017 r. w Polsce z powodu wychłodzenia zmarło 90 osób (wg Rządowego Centrum Bezpieczeństwa). Nikt nie zauważył, jak zamarzali na przystankach, ławkach, w altankach. A nawet przy najlepszych chęciach nie da się pomóc komuś, kogo nie widzimy. Żeby więc w ogóle mówić o pomocy bezdomnym, musieliśmy zrobić coś, co sprawiłoby, że NIEbezdomni zaczną Bezdomnych zauważać. Czy jest coś, co łączy te dwie grupy? Coś na czym można budować wspólne zrozumienie? Ubrania mamy różne, ale przecież w środku każdy z nas jest taki sam. Wszyscy lubimy być zakochani, boimy się odrzucenia, szukamy w życiu sensu. Tylko jak pokazać, że bezdomni mają te cechy? Jak udowodnić, że pod skorupą za dużych, brudnych ubrań chowa się Człowiek. Nie osoba bezdomna, a Człowiek. Z wrażliwością. Z talentem. Z duszą.

Bezdomni literaci

Przeszukując schroniska i noclegownie, trafiliśmy na warszawską Fundację Kapucyńską, przy której działa grupa, wyprowadzająca z bezdomności m.in. poprzez kontakt z kulturą wysoką. Tam poznaliśmy bezdomnych aktorów, muzyków i trzech literatów: Mariusza, Mirosława oraz Zygmunta. Tak powstał pomysł na książkę. Autorzy nie chcieli jednak opowiadać o swoim życiu przed bezdomnością i na pierwszym spotkaniu nie chcieli podzielić się z nami swoimi utworami. Nie ufali nam. Jednak krok po kroku zaczęli się do nas przekonywać. Po pewnym czasie pokazali nam swoją tramwajowo-parkowo-piwniczną twórczość. Warunek był jeden – wszystko musieliśmy przeczytać na miejscu.

Dopiero później pozwolili nam zabrać utwory ze sobą. Przekopując setki zapisanych maczkiem tekstów, dokonaliśmy wyboru kilkudziesięciu. Był to wzruszający pamiętnik (z niego pochodzi tytułowy cytat), piękne wiersze, reportaż, opowiadania, a nawet sztuka teatralna. Każdy, kto czytał książkę zdumiony był wysoką jakością tekstów i wrażliwością ich autorów. Wiedzieliśmy jednak, że w dzisiejszym świecie może to być niewystarczające. Potrzebowaliśmy ambasadora, który swoim nazwiskiem potwierdzi wysoką wartość książki. Skontaktowaliśmy się z Jackiem Hugo-Baderem, autorem reportażu o bezdomności pt. „Charlie w Warszawie”. Po przedstawieniu mu pomysłu, dziennikarz podarował nam swój reportaż i zaangażował się w kampanię.

Metafora bezdomności

Teksty o bezdomności autorstwa samych bezdomnych nie mogły być wydane jak zwykła książka. Żeby jeszcze bardziej zaintrygować i na własnej skórze odczuć „co autor miał na myśli” sama forma książki musiała być „cytatem z bezdomności”. Dlatego też okładki wykonane zostały z kawałków odpadowej tektury, a tytuł książki wydrukowany na taśmie pakowej, którą bezdomni własnoręcznie naklejali na książki. Teraz najważniejsze – imersja. Do druku użyliśmy specjalnej, termoaktywnej farby (co nie było proste, bo znalezienie drukarni, która odważy się na ten eksperyment okazało się nie lada wyzwaniem). Termoaktywnej, czyli reagującej na mróz. Po co? Żeby teksty o bezdomności można było czytać tylko tam, gdzie powstały – pod gołym niebem i na mrozie. W ten sposób powstała książka „Niewidzialni”.

Walk_Niewidzialni

W cieple, pod dachem to tylko białe kartki. Na mrozie to poruszające historie ludzi, próbujących wyjść z bezdomności. Wyobraź sobie drogi Czytelniku czytanie o spaniu na mrozie i fizyczne jego odczuwanie. Im ciekawszy tekst, tym dłużej czytasz. Im dłużej czytasz, tym bardziej Ci zimno. Im bardziej Ci zimno, tym mocniej czujesz o czym tekst traktuje. Wstrząsające doświadczenie. Dosłownie i w przenośni.

Poruszyć media, poruszyć ludzi

Książka miała swoją premierę w styczniu 2017 roku, kiedy zaczęła się największa fala mrozów i temperatura nocami spadała do -30 stopni. Do 50-ciu kluczowych dziennikarzy społecznych i kulturalnych wysłaliśmy egzemplarze książki wraz z informacją prasową oraz listem od Marka Seretnego, prezesa Fundacji Kapucyńskiej. Równocześnie zaprosiliśmy media na wydarzenie inaugurujące kampanię. Czytanie książki zorganizowaliśmy 19 stycznia 2017 r. Na mrozie. Pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie. Niedaleko placu przy stacji metra Centrum, przez który każdego dnia przechodzą tysiące osób, w tym dziesiątki bezdomnych. Wśród lektorów znaleźli się m.in. autorzy książki – Mariusz Łukaszewski, Zygmunt Cecko i Jacek Hugo-Bader, jej fundator – Radosław Pazura, aktor Remigiusz Jankowski, a także Marek Seretny. Równocześnie uruchomiliśmy stronę internetową Zobaczniewidzialnych.pl, za pośrednictwem której można kupić egzemplarz „Niewidzialnych”. Książki były też licytowane na balach charytatywnych i Allegro. Jeden z egzemplarzy został sprzedany za kwotę 3,5 tys. złotych.

Efekt medialny

Na efekty nie trzeba było czekać zbyt długo. „Poruszające doświadczenie”, „Wyjątkowa książka”, „Nie przejdziesz obojętnie”, „Zobaczyłem bezdomnych” – to tylko kilka z setek dobrych recenzji. W akcję zaangażowali się ludzie kultury: krytycy literaccy z Gazety Wyborczej, TVP Kultura, Polityki, portalu Dwutygodnik.com profesjonalnie (i bardzo wysoko) ocenili wartość literacką tekstów. Na kanale YouTube aktorzy filmowi i teatralni z przejęciem interpretowali fragmenty teksów z „Niewidzialnych”.

Wszystkie szerokozasięgowe media w kraju mówiły o niesamowitym doświadczeniu czytania na mrozie. Temat pojawił się we wszystkich czołowych telewizjach, rozgłośniach radiowych, gazetach, portalach internetowych. Zaproszono nas do TVN24 i do TVP, do TOK FM i do radia Eska Warszawa, do Gościa Niedzielnego i do Krytyki Politycznej. Autor tego tekstu opowiadał też o akcji podczas wystąpienia na TEDx Warsaw University of Technology.

W internecie nie pojawił się żaden negatywny komentarz. ŻADEN. Niezależnie od poglądów, wierzeń czy przekonań – nikt nie hejtował. Wszyscy chcieli pomagać. Sami Bezdomni też przyjęli akcję bardzo dobrze. Na początku nieufni i wycofani, potem otwarci i pełni dumy, że ktoś wreszcie ich docenił.

Zostawić ślad

Kiedyś w gazecie widziałem taki obrazek: pod dworcowym murem siedzi pięknie sfotografowany bezdomny. Przed sobą trzyma brudną tekturę. Na niej napis: Pomogłem copywriterowi dostać awans. Komu służyła akcja “Niewidzialni”? Ludziom z agencji czy bezdomnym? Czy zostawiła ślad w realnym świecie czy tylko w portfoliach osób z agencji?

Wg Instytutu Monitorowania Mediów wartość ekwiwalentu reklamowego publikacji wyniosła 1 348 656 zł. Kampanię widziało 11 721 311 osób. Jedna z tych osób zamawiając książkę napisała do Fundacji maila. Oto treść:

Witam serdecznie, jestem pod ogromnym wrazeniem fragmentow ksiazki…10 lat w karetce pogotowia. Zawsze wyjezdzalismy do lumpa… lezaka… pijanego… Bardzo chce przeczytac te ksiazke… wstyd mi powoli, zaczynam się wstydzic… Pozdrawiam, Agnieszka”.

Po akcji otrzymaliśmy również film. Uczniowie Gimnazjum Mistrzostwa Sportowego nr 2 w Rybniku zorganizowali czytanie książki „Niewidzialni” na szkolnym boisku. Na widowni zasiedli rodzice, nauczyciele i wychowankowie placówki.

Mówi się, że zmieniając postawę jednego człowieka to tak, jakby zmieniło się cały świat. My go zmieniliśmy.


Projekt został nagrodzony 20 statuetkami w międzynarodowych i polskich konkursach branżowych, w tym dwoma Złotymi Spinaczami w kategoriach „Kampania społeczna” i „Kreatywność”. Tak o wyzwaniach związanych z tą kategorią wypowiadała się dla Prowly Magazine Marta Lesiewska z Walk.

Materiał oryginalnie ukazał się w Marketingu w Praktyce, numer wrzesień 2017


Fragmenty książki „Niewidzialni”:

CO TU GADAĆ?, Zygmunt Cecko

Popołudnie i wieczór wykorzystuję na zbieranie puszek, z urobkiem noc na klatce schodowej. O poranku odwiedzam skup surowców – zarobiłem 24 PLN. Na bazarku zaopatrzyłem się w tanie papierosy i okazyjnie kupuję za kilka pln gadżet. Później sprzedaję go w skupie z antykami i otrzymuję 120 pln. A ponieważ po kacu nie ma już echa, oddaję się słońcu. Jest ono dzisiaj cudowne po wczorajszej ulewie. Należy mi się spacer po starówce. Jest mi swobodnie. Funduję sobie zapiekankę i loda. Spoglądam na kolumnę. Ulegam pomysłowi odwiedzenia tarasu widokowego przy św. Annie. Wchodzę. (Teraz na imiennika mogę spojrzeć z góry). Na jego królewską mość mogę spojrzeć z góry (jest wreszcie niżej niż ja).  Bo zwykle imiennika widzę z dołu – jak na poddanego przystało. Uśmiecham się, czuję, że odpoczywam. Tak widoki z tarasu zawsze dobrze na mnie wpływały. Lubię wpatrywać się w kaskadę dachów starego miasta lub przejść na drugą stronę, aby utkwić wzrok w płaszczyźnie dachu kościoła św. Anny, który niczym zielony ekran jest płaszczyzną do projekcji tworów mojej wyobraźni. Przywoływania wspomnień. Ech wspomnienia, choćby tylko ich skrawki, a potrafią sprawić że tracę rachubę czasu. Albo gapię się na stadion, to inna kategoria marzeń, bowiem w młodości chciałem być wielkim piłkarzem.

(…)

Schodami w dół idę na Mariensztat, tam gdzie pan Zagłoba walczył z małpami. Ławeczka, na którą liczę. Z daleka widzę, że jest zajęta, ale dziewczyna w czarnych włosach słusznej długości jakby w tempie mojego zbliżania pakuje do plecaka książkę, jakieś drobiazgi. Odchodzi, gdy jestem już blisko. Moja ławka jest wolna.

Zasiadam jakby w odpoczynku. Zapalam papierosa. Teraz wysoko za plecami mam dach kościoła, czyli ekran tworów mojej wyobraźni. Nogi wyciągam do odpoczynku swobodnie przed siebie.

Papierosowy dym puszczam wolno, podobnie jak marzenia.

Czarna dziewczyna.

Parasol.

Pomarańczowa sygnatura na pocztówce, którą zabrałem z wieży.

A co się jej tak uczepiłem. Nawet nie wiem, kto ona. Niech to diabli porwą!

A może ona żyć nie ma za co i łapie się jakichś ulotek, promocji. A może matka z domu pogoniła – czekaj, suko, jeszcze przyjdziesz – nie z tym, co należało, związek.

A może ona próbuje sobie radzić i wynajmuje na pół z chłopakiem, co na ociepleniach tyra.

A niech to diabli.

A może ona do szkoły chodzi. Ambitna taka – jeszcze wam pokażę, że wyjdę na ludzi. Studia skończę i dzieci urodzę szczęśliwemu mężowi.

A niech to diabli porwą. Ciemności zapadają nad Mariensztatem. Trzeba się zbierać

 

Charlie w Warszawie, Jacek Hugo-Bader

Auto z salonu Forda

W salonach samochodowych pracują wspaniali ludzie. U Forda pozwolili nawet siąść za kierownicą i zatrąbić. Wiadomo: “Nowy Ford Orion styl i tradycja”. W salonie Volvo oglądam błyszczące 850 GLE. Dopada mnie sprzedawca. Otwiera drzwi samochodu, prosi, żebym usiadł, wręcza cennik, katalog, kolorowy prospekt.

– 2,5 litra pojemności, 5 cylindrów, 10 zaworów, setka w 10,3 sekundy, tylko 11 litrów w mieście, na pańskie życzenie instalujemy klimatyzację, skórzaną tapicerkę, podgrzewane siedzenia, komputer pokładowy…

– Zaraz, zaraz – przerywam sprzedawcy. – Nie widzi pan, jak wyglądam? Nie kupię tego auta, więc po co ta gadka?

– No, tak. Rzeczywiście wygląda pan na kłopoty finansowe, ale za dziesięć, piętnaście lat może koleje losu się odmienią. Chciałbym, żeby pan wtedy kupił auto w moim salonie.

 

WYBÓR WIERSZY, Mirosław Zygmunt

MIASTO

Coś zatrzymało miasto rozpędzone

stanęły tramwaje zdumione

stary kloszard o kulach pokonuje skrzyżowanie

a każda kula jak krzyż

i każdy pas jak stacja krzyżowa

daleka do podziemi miasta droga

ludzie spieszą̨ dalej i wzwyż

kula z uśmiechem zrozumienia wszechświata

do swej Niszy ocieplanej wieściami starych gazet

 

OSTATNI DOM

Przechodniu spójrz na mój dom

chwile mego życia jak cegły czarne od próśb

zakrzepłych spoiwa w kratę̨

okazałe sklepienie ochrypłych szeptów więzienie

nie widzisz przez bluszcz ziemi

spójrz przenikliwie pod nogi na zejście w kanały
WÓZEK

Z ostatnim dobytkiem co pchasz przez miasto

Na skrzypiącym wózku dwie gazety

To koc i prześcieradło

Karton na nocny kąt

Trzy rury złomu na rozgrzewkę i sen bez snów

Kiedyś była rodzina

Żona co wyrzuciła pijaka z domu

I dzieci ci płakały tato nie pij

Dziś masz niekończący się urlop od życia i wakacje z przyrodą pod mostem

I pająka co przychodzi na pierwszy łyk nim trolle przegonią̨ trolli w świt

Kiedyś były budziki kobiety przyjęcia i hura bankiety

Nikogo nie obchodzi

Dlaczego został próchno fortepian z pękniętą dusza i sercem

Iskra nadziei że jesteś człowiekiem tylko w Bogu się tli

Śnij snem bez snów w domu z kartonu jutro masz pracowity dzień

Musisz zebrać wózek złomu

Gdy trafisz na szczęśliwą drogę doczłapiesz się do skupu w niebie

 

 

PR w bankowości korporacyjnej. Jak komunikować, gdy „pieniądze lubią ciszę”?

PR w bankowości korporacyjnej. Jak komunikować, gdy „pieniądze lubią ciszę”?

Choć „duże pieniądze lubią ciszę” to Magdalena Ujda-Tarczyńska przekonuje, że w sektorze bankowości da się robić ciekawe projekty.