Fly4free.pl: Robiliśmy content marketing, zanim wiedzieliśmy, co to jest [WYWIAD]

Mówisz: szukam tanich biletów, myślisz: Fly4free.pl. Serwis contentowy przeobraził się w hybrydę platformy e-commerce i serwisu informacyjnego, do którego piszą dziennikarze branżowi. Jak w przypadku wielu biznesów, pomysł powstał… z prywatnej potrzeby :)

Był grudzień 2009 roku, kiedy Kamil Lodziński wrzucił pierwszy post na stronę na Facebooku w domenie Fly4free. Jako ówczesny wydawca portalu o2 (dziś części Grupy WP – przyp.red.) w czasie wolnym dość często szukał ofert na tanie loty i promocje lotnicze. W pewnym momencie stwierdził, że znajduje więcej niż samemu jest w stanie wykorzystać. Wtedy to postanowił dzielić się swoimi znaleziskami ze wszystkimi na Facebooku.

Dziś to zespół kilkunastu osób, które codziennie wertują systemy rezerwacyjne linii lotniczych i hoteli  – po to, by użytkownicy-podróżnicy mogli być na bieżąco z tanimi ofertami lotniczymi.

To także serwis redakcyjny, w którym przeczytamy o najważniejszych informacjach z branży lotniczej. Z Kamilem Lodzińskim udało mi się porozmawiać o tym, jak wartościowe treści wspierają działalność biznesową serwisu.

Kamil Lodzinski, flyfree
Kamil Lodzinski, Fly4free.pl

Magda Wosińska, Prowly Magazyn: Fly4free.pl to bardzo ciekawy przykład na to, jak można zarabiać biznesowo na treściach. Jak serwis contentowy przeobraził się w hybrydę platformy e-commerce i serwisu informacyjnego?

Kamil Lodziński, założyciel, wydawca Fly4free.pl: Jako młody człowiek z wielkim zapałem podróżniczym poszukiwałem okazji na tanie loty. Na przełomie 2008-2009 roku nie byłem już w stanie skorzystać z połączeń, na które trafiałem. Zauważyłem niszę na rynku. Pojawił się pomysł, by dzielić się tą wiedzą z innymi.

Projekt ruszył w 2009 roku, początkowo w formie wpisów na platformie mikroblogowej o2: pinger.pl. Był to jednak czas eksplozji zainteresowania w Polsce Facebookiem, a chcąc eksperymentować z nową platformą, tam przeniosłem tworzone treści.

Równocześnie pracowałem jeszcze jako wydawca w serwisie internetowym o2.pl, co z kolei dawało mi niezbędną wiedzę, jak tworzyć stronę internetową.

W ciągu tygodnia od założenia pinger.pl, na stronie pojawiło się tysiąc użytkowników. Pomyślałem, że skoro temat ma potencjał, warto w dłuższej perspektywie przerzucić się na własnego bloga. Miałem tam publikować treści poradnikowe i zarabiać kieszonkowe na podróże.

Jak pani widzi, nie było to przedsięwzięcie zaplanowane, z gotowym biznesplanem i pomysłem na to, jak zarabiać. Nazwałbym to ujściem moich pasji z nadzieją, że ktoś to będzie czytał. Początkowo tą grupą byli moi znajomi, następnie znajomi znajomych, napęd dał nam też Facebook.

Założyłem, przez rok będę publikował co najmniej jeden wpis dziennie. Z doświadczenia pracy w newsach wiem, jak ważna jest regularność i dlatego chciałem się trzymać tego postanowienia.

Skąd czerpał Pan pomysł na treści?

Przed oficjalnym startem przygotowałem sobie kilka poradników na tak zwaną „zapchaj dziurę”, gdyby nie było newsa. W praktyce okazało się, że tych treści jest tak dużo, że samodzielnie byłem w stanie pracować tylko pierwsze trzy miesiące od startu.

Do witryny podłączyłem też forum, które bardzo szybko zaczęło żyć własnym życiem. Zebrali się tam ludzie, których łączyła pasja do podróżowania. To tam poznałem Huberta, z którym do dziś współpracuję przy Fly4free.pl.

Zaczęliśmy robić content marketing, zanim wiedzieliśmy, co to jest. Wiemy, że jeśli przestaniemy być użyteczni, stracimy użytkowników.

Jak długo łączył Pan pracę w o2 i działalność blogową?

Od 2009 roku do 2013 roku łączyłem pracę zawodową z hobby, bo tak początkowo traktowałem swoją aktywność w Fly4free.pl. To podejście zmieniło się wraz zatrudnieniem pracownika do zespołu.

Pewności dodawał mi bardzo ładny przyrost użytkowników serwisu, który stale rósł. Sam jednak znałem się na produkcji treści, ale nie na jej monetyzacji. Co więcej, potencjalne dochody widziałem w… adsense. To pokazuje dziś dobrze moją naiwność co do rynku. Jednak to, na czym się znałem, to tworzenie zespołów, formatowanie treści i jej produkcja. Resztę wiedzy dot. monentyzacji, czerpałem ze źródeł zewnętrznych, podpatrując, jak robią to inni, szukając oczywiście możliwości zarobienia.

Tą szansą okazały się być programy afiliacyjne. Pomocną dłoń wyciągnął do nas eSky.pl, już wtedy lider sprzedaży przez internet. Stało się to w momencie, gdy byliśmy małym podmiotem, z wynikami rzędu 100 tys. odsłon. Początkowo występowaliśmy w roli urzędowego partnera. Wraz z rozwojem popularności serwisu udało nam się zawrzeć umowy bezpośrednie z wyselekcjonowanymi partnerami. To korzyść dla użytkownika (dedykowane zniżki i promocje), dla nas (bezpośredni kontakt pozwala na lepiej wycelowane i mniej schematyczne działania) i dla usługodawcy (niższe koszty, lepsza obsługa).

Platformy afiliacyjne były dla nas niezbędnym elementem dającym tlen do funkcjonowania biznesu.

Mógł Pan pozostać przy treściach poradnikowych, a jednak dziś Fly4free.pl to także redakcja informacyjna. Piszą Państwo o biznesie lotniczym, w zespole jest były dziennikarz Gazety Wyborczej specjalizujący się w tematyce lotniczej.

Treści w Fly4free.pl dzielimy na „gorące” i „zimne”. Internet funkcjonuje 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu i nie znosi pustki.

Jako mały konglomerat medialny publikujemy rzędu 60, 70 treści dziennie. Dla porównania, w czasach, gdy pracowałem w 02 tych treści było 100 dziennie, ale tam opieraliśmy się też na depeszach wysyłanych przez agencje informacyjne. We Fly4free.pl wszystkie teksty są autorskie.

Mam poczucie, że jako serwis wykonaliśmy sporo pracy edukacyjnej. Tłumaczyliśmy, jak funkcjonuje rynek lotniczy, gdzie przepłacamy, w jakich obszarach możemy zaoszczędzić. Nastąpił jednak moment, w którym poradniki przestały cieszyć się popularnością. Społeczność skupiona wokół marki, to najlepszy wskaźnik, co jest potrzebne. Stąd zdecydowaliśmy się rozszerzyć treści informacyjne, tzw. „gorące”, a więc nowe trasy, zmiany u przewoźników. Wszystko to, co dotyczy mnie i Pani, czyli podróżujących. Jeżeli mamy być dobrym serwisem newsowym, musimy być pierwsi.

Ile osób liczy zespół publicystyczny?

Aktualnie są to 3 osoby i wciąż jest dużo tematów, na które nie ma czasu. 40 proc. materiałów, które trafiają na naszą stronę to publicystyka, 60 proc. newsowa promocja. Bardzo łatwo jest tę granicę przekroczyć.

W tym roku mija 10-lecie od założenia Fly4free.pl. Serwis wystartował w czasach, gdy polskie firmy stawiały dopiero pierwsze kroki na Facebooku. Rynek internetowy od tamtego czasu mocno się zmienił. Skąd teraz pochodzi najwięcej ruchu?

7-8 lat temu 70 proc. naszych użytkowników przychodziło do nas przez Facebooka. Dzisiaj to jest ruch na poziomie 20 proc. Wiele zawdzięczam serwisowi Marka Zuckerberga, ale mam poczucie spłaconego długu i to z nawiązką. Prawda jest taka, że Facebook to trudny partner, który wyciągnął wiele wniosków. Ktoś, kto nie zostawia mu dużych budżetów, nie ma szans zaistnieć w jego przestrzeni jako realny partner.

Żyjemy w czasach big data, mamy ogromnie dużo informacji od użytkowników i naszym celem jest ograniczyć liczbę, a poprawić jakość treści, z którą do nich docieramy.

Mimo że cały czas przyrasta nam grupa użytkowników to nasze zasięgi utrzymują się na tym samym poziomie.  Udaje nam się powoli uniezależniać od serwisu zewnętrznego. Stawiamy na SEO i ruch z directa. Tu wykonaliśmy bardzo dużą pracę razem z agencją Whites. Efekt? Jeszcze pięć lat temu połowa naszego ruchu przychodziła z Facebooka, ¼ z SEO. Dzisiaj ¾  naszego ruchu to SEO i direct.

Chcemy ulepszyć dystrybucję. Żyjemy w czasach big data, mamy ogromnie dużo informacji od użytkowników i naszym celem jest ograniczyć liczbę, a poprawić jakość treści, z którą do nich docieramy.

Na przykład?

Jeżeli interesują Panią loty wyłącznie z Warszawy i nie zamierza się Pani wybierać do Łodzi, my chcemy o tym wiedzieć, i chcemy Pani dostarczać tylko te treści, które Panią interesują. To jest obszar, nad którym bardzo mocno pracujemy. Dystrybucja, głębsze uniezależnienie się od kanałów zewnętrznych, to jest nasz mocny cel w przypadku wszystkich produktów.

Czy marki przejęły rolę mediów?

Odwróciłbym to pytanie do tego, czym dzisiaj jest medium. Proszę zwrócić uwagę, jak dziś funkcjonują niektóre portale. Kiedyś ich celem było przekazywanie informacji, dzisiaj ruch i sprzedaż. Z tym, że prezentowanie artykułów kontekstowych z reklamą butów w tle to bardzo zły i nieprzemyślany content marketing.

Polski rynek nie jest gotowy na płatne treści, ale moją rolą, jako wydawcy, jest szukanie szans na monetyzację contentu, dostępu do bezpłatnych artykułów, w poczuciu, że jestem fair z moimi czytelnikami. Bardzo trudna układanka, ale jeszcze wykonalna.

Śmieję, że zaczęliśmy robić content marketing, zanim wiedzieliśmy, co to jest. Wiemy, że jeśli przestaniemy być użyteczni, stracimy użytkowników.


Wartościowe treści wspierają biznes. Jeśli szukasz platformy do ich tworzenia, koniecznie sprawdź nasz Story Creator.