Pięciobój dobrego PR-owca, czyli jak wykorzystać zmysły w pracy PR-owca

Pięciobój dobrego PR-owca, czyli jak wykorzystać zmysły w pracy PR-owca

Naprawdę często nie słuchamy – klientów i dziennikarzy. Nie słuchamy też własnych kolegów z firmy czy z branży, dzielących się doświadczeniami i case’ami. Na spotkaniach, podczas rozmów i calli włączamy funkcję »off«.  Natłok informacji na co dzień powoduje stępienie zaangażowania

O błędach popełnianych przez PR-owców napisano już niejeden tekst – od prześmiewczego felietonu po analityczny materiał branżowy. Nagabywanie telefonami, nieznajomość specjalizacji dziennikarzy, brak orientowania się w bieżących tematach, błędy merytoryczne w materiałach prasowych, wychwalanie produktu; te i wiele innych przewinień wielokrotnie znalazło się na czarnej liście PR. Aby nie powielać postulatów, jakie były już podnoszone, postanowiłam odwrócić perspektywę i w skrócie przedstawić kilka rekomendacji dla PR-owców, w oparciu o wykorzystanie … pięciu zmysłów. Trochę z przymrużeniem oka, trochę serio – akurat na podsumowanie mijającego roku.

Wzrok

Czyli czytanie i oglądanie. Wbrew pozorom mamy czasem zawężone pole widzenia, ograniczone do własnej specjalizacji. Tymczasem świadomość tego, co się dzieje wokół, śledzenie zagranicznych mediów, w tym przede wszystkim Twittera, blogów i opiniotwórczych portali daje pogląd zarówno na branżę klienta, jak i na szerszy kontekst. Warto też, co brzmi jak truizm, czytać własne materiały. Z uwagą. Zanim zostaną wysłane gdziekolwiek, bo błąd w tytule to nie jest tylko „drobna literówka”.

Słuch

To podstawa. Naprawdę często nie słuchamy – klientów i dziennikarzy. Nie słuchamy też własnych kolegów z firmy czy z branży, dzielących się doświadczeniami i case’ami. Na spotkaniach, podczas rozmów i calli włączamy funkcję „off”.  Natłok informacji na co dzień powoduje stępienie zaangażowania. Może idealistycznie brzmi wsłuchiwanie się w potrzeby klienta, ale dobrze byłoby, gdyby nie musiał nam przypominać, jakich słów nie używamy w jego komunikacji, albo że dany produkt jest wycofany z rynku od dwóch miesięcy.

Dotyk

Oczywiście metaforycznie, w tym wypadku chodzi o dotknięcie sprawy samemu. O wejście w temat, a nie nieustanne delegowanie zadań. O kontakt z rzeczywistością, a nie jedynie z Power Pointem. Często doświadczeni PR-owcy, aspirując do roli konsultantów, nie wchodzą w szczegóły rozwiązań, a jedynie nakreślają strategie i z rozmiłowaniem rysują message house’y. Gorzej z realizacją działań, gdy klient na przetargu zaczyna pytać o konkrety, a menedżer po stronie agencji z przerażeniem popatruje na asystenta, który spisywał działania.

Smak

Tylko dobry. Dotyczy to zarówno zachowania na forum, wysławiania się PR-owca, ubierania się, jak i dobrego smaku w rozumieniu zachowania fair wobec współpracowników i, co ważne, konkurencji. PR-owiec jest swoją własną „chodzącą wizytówką”. Warto o tym pamiętać zarówno na porannej konferencji, jak i na imprezie po rozdaniu branżowych nagród, gdy wieczór nabiera kolorów.

Powonienie, czyli to, że mamy nosa do czegoś

Mamy przeczucie, coś nam się wydaje, ale informacji nie potwierdzamy i puszczamy ją w świat. Błąd. Opierajmy się na faktach i nie angażujmy innych w nasze domysły. Tylko tak się buduje wiarygodność. To proces bez fajerwerków, z dwukrotnym upewnianiem się co do faktów i wyważonymi opiniami. Procentuje po latach. Tak się buduje własną markę.


Więcej na temat budowania relacji na linii PR-owiec – dziennikarz znajdziesz w naszym  e-booku „Od informacji do interakcji, czyli o użyteczności informacji prasowej”